Stres - niewidzialny zabójca

Stres? Nie miałem pojęcia, że jestem zestresowany - powiedział Tom Row, pracownik naukowy z Tennessee, kiedy ratownicy reanimowali go na podłodze jego gabinetu, a lekarz orzekł zawał spowodowany przepracowaniem

Po pierwszych lekcjach jazdy konnej następnego dnia ledwie zwlekałam się z łóżka i z trudem podnosiłam rękę z łyżką do ust przy śniadaniu. "Wszystko mnie boli" - narzekałam. Ale tak naprawdę - o dziwo - wcale nie bolały mnie nogi ani siedzenie, które były najbardziej narażone na wysiłek w czasie prób hippicznych. Bolały mnie ramiona, szyja i barki. Ze stresu.

Wychowywana bez zwierząt bałam się nawet kotów, nie mówiąc już o blisko tonowych czworonogach. Nie uświadamiałam sobie napięcia, ale to ono kazało mi naprężać mięśnie aż do bólu.

- Nie miałem pojęcia, że jestem zestresowany - powiedział Tom Row, pracownik naukowy z Tennessee, kiedy ratownicy reanimowali go na podłodze jego gabinetu, a kierujący akcją lekarz orzekł zawał spowodowany nadmierną pracą i przeciążeniem organizmu. - Skąd niby miałem wiedzieć, że coś jest nie tak?

Skąd? Czy praca po 10-12 godzin na dobę siedem dni w tygodniu bez chwili wytchnienia nie jest dla inteligentnego człowieka wystarczającą wskazówką? Najwyraźniej nie dla każdego.

Brenda Johnson z Los Angeles postanowiła przemyśleć na nowo swoje życiowe wybory po tym, gdy podczas konferencji zepsuła jej się fryzura. Przynajmniej tak to wyglądało na pierwszy rzut oka, bo okazało się, że z jednej strony głowy włosy hm... wyprowadziły się.

- Ma pani rzadką genetyczną skłonność do łysienia plackowatego - powiedział lekarz. - Bywa, że objawy nie występują całe życie, ale nagle wyzwala je stres. Denerwuje się pani?

Czy się denerwuje? Brenda miała bardzo stresującą pracę i burzliwe narzeczeństwo. Wiedziała, że żyje w napięciu. Ale nie zdawała sobie sprawy, że

napięcie szkodzi zdrowiu. I to aż tak, że można wyłysieć.

Stres. Na śmierć i życie 

W sytuacji zagrożenia niepodlegający naszej woli autonomiczny układ nerwowy pobudza rdzeń nadnerczy do wydzielania adrenaliny. Przygotowuje to nasz organizm do walki lub ucieczki (w zależności od tego, jak oceniamy swoje szanse na zwycięstwo). Rozszerzają się oskrzela, pogłębia oddech, wątroba uwalnia do krwi dodatkową porcję glukozy niezbędnej do wydajnej pracy mięśni, rozszerzają się źrenice, zwężają naczynia krwionośne i zagęszcza krew (to przygotowanie na ewentualne zranienie). Serce zaczyna bić szybciej, więc ciśnienie krwi rośnie, ale krew nie jest rozprowadzana równomiernie do wszystkich organów. Mniej jej trafia do skóry czy układu pokarmowego, bo główny transport kierowany jest do mięśni, serca i mózgu - organów o kluczowym znaczeniu podczas walki i ucieczki. To dlatego, jeśli naprawdę bardzo boimy się dentysty, przy usuwaniu zęba może nam pociec bardzo niewiele krwi; podobnie - jeśli się zranimy w silnym stresie.

Pod wpływem nieco wolniejszych sygnałów z przysadki mózgowej kora nadnerczy zaczyna produkować hormon stresu - kortyzol. Uwalnia się on w sytuacjach, gdy stres się przedłuża. Jego zadaniem jest przeorganizowanie ciała tak, by było w stanie jak najdłużej utrzymać mobilizację - zapewnia stały dopływ "paliwa", czyli glukozy do mózgu i mięśni, pobudza komórki tłuszczowe, by gromadziły zapasy, i zwiększa wydzielanie insuliny, co oznacza wzrost apetytu (to dlatego od przewlekłego stresu można łatwo utyć).

Jednocześnie kortyzol wyłącza te procesy, które chwilowo są mniej istotne dla przetrwania. Tłumi działanie układu odpornościowego, układu trawiennego, systemu odbudowy tkanek, układu rozrodczego, nawet wyższych funkcji mózgu - analizowania, zapamiętywania i uczenia się.

Stres mamy w pupie 

Problem w tym, że reakcja na stres została ukształtowana przez ewolucję setki tysięcy lat temu w zupełnie innej rzeczywistości.

Wtedy wystarczyło zmobilizować się na chwilę, by czmychnąć przed drapieżnikiem. Dziś utrzymujemy nasze ciała w stanie permanentnego napięcia. Przewlekły stres może podstępnie zrujnować organizm, nie dając przy tym długo żadnych widocznych objawów. Spustoszenia spowodowane długotrwałym utrzymaniem organizmu w trybie najwyższej gotowości maskowane są przez wydzielaną w momencie mobilizacji adrenalinę. Adrenalina daje nam chwilowego "kopa", działa przeciwbólowo (dostajemy ją w zastrzyku przeciwbólowym w gabinecie dentystycznym), ale na dłuższą metę sytuacja, w której nadmiernie pobudza się serce i mięśnie, a hamuje trawienie, procesy odpornościowe i odbudowę organizmu, nie może wyjść na zdrowie.

A jak na dłuższą metę działa w organizmie kortyzol? Utrzymuje stale wysoki poziom cukru we krwi, co może prowadzić do insulinooporności i cukrzycy. Z kolei stale zwężone naczynia krwionośne grożą rozwojem nadciśnienia, tym bardziej że kortyzol zatrzymuje sól, a więc i wodę w organizmie. Przekierowanie glukozy z mózgu do mięśni powoduje kłopoty z pamięcią i uczeniem się (o ile trudniej jest sobie coś przypomnieć, kiedy jesteśmy w stresie). Tłumienie aktywności układu rozrodczego skutkuje spadkiem libido. Ponadto szarzeje skóra, pojawiają się rozstępy, demineralizują się kości, tkanka tłuszczowa rozkłada się nierównomiernie (chudym kończynom towarzyszą zwały tłuszczu na karku i na brzuchu). Czy trzeba wymieniać dalej? Trzeba? Proszę bardzo: stres zwiększa poziom beta-amyloidu w mózgu. Z jego złogów powstają blaszki charakterystyczne dla choroby Alzheimera, uszkadzające tkankę mózgu.

Do szkód, które wyrządza naszym ciałom hormon stresu, dokładamy się też sami głupimi i szkodliwymi nawykami, które mają nam pomóc rozładować napięcie. Pół biedy jeszcze, jeśli ktoś ma zwyczaj obgryzać paznokcie lub ssać końcówki włosów nawinięte na palec. Gorzej, jeśli nie sypia, obżera się śmieciowym jedzeniem lub topi smutki w alkoholu.

Stres. O włos od śmierci 

Jedno z bardziej eleganckich badań dostarczających dowodów na związek stresu z chorobami serca i krążenia wykonali uczeni z University of Western Ontario. Mierząc stężenie kortyzolu we włosach pacjentów (włosy rosną od 0,5 do 1 cm miesięcznie, więc wystarczy 6-cm kosmyk, żeby poznać historię minionego półrocza), odkryli, że włosy pacjentów po zawale serca miały kilkakrotnie wyższy poziom kortyzolu w odrostach z trzech miesięcy przed wypadkiem.

Po trzęsieniu ziemi w 1994 roku w Los Angeles liczba zgonów spowodowanych zawałami serca wzrosła cztery i pół razy. Po 11 września w Stanach Zjednoczonych defibrylatory rozładowywały się przez kilka kolejnych miesięcy od dwóch do trzech razy szybciej - tak często były używane.

Większość z nas wie, że warto kontrolować poziom cholesterolu czy cukru we krwi. Może powinniśmy też oznaczać sobie stężenie hormonów stresu, skoro często sami nie umiemy rozpoznać, w jak wielkim żyjemy napięciu? I naprawdę lepiej to zrobić za życia, niżby pośmiertna analiza naszych włosów służyła ku przestrodze potomnym.

STRES - jak reaguje nasze ciało 

* Oskrzela, płuca - nasilają się objawy astmy.

* Mózg - zwiększa się poziom

beta-amyloidu w mózgu. Z jego złogów powstają charakterystyczne dla choroby Alzheimera blaszki uszkadzające tkankę mózgu. Słabnie pamięć, koncentracja i zdolność uczenia się.

* Włosy - stres emocjonalny i stres fizjologiczny (niedojadanie, wysoka gorączka, zaburzenia metaboliczne) mogą doprowadzić do przerzedzenia się włosów albo ataku łysienia plackowatego.

* Układ krwionośny - pod wpływem stresu nerwy wydzielają do krwiobiegu neuropeptyd Y, który podnosi tętno i ciśnienie krwi.

* Układ odpornościowy - stres hamuje aktywność limfocytów T, dlatego łatwiej łapiemy infekcje.

* Mięśnie i stawy - mogą boleć chronicznie napięte mięśnie.

* Trzustka - utrzymujący się pod wpływem kortyzolu podwyższony poziom cukru we krwi prowadzi do oporności na insulinę i sprzyja rozwojowi cukrzycy.

* Układ trawienny - kortyzol pobudza komórki tłuszczowe, by gromadziły zapasy, i zwiększa wydzielanie insuliny, co sprawia, że szybciej robimy się głodni.

 

Irena Cieślińska
09 października 2013 | 04:00